Czas na bezpieczne inwestycje

Krajowa gospodarka dostaje zadyszki, europejska waluta dostaje rykoszetem z powodu greckich problemów, a w funduszach brak pieniędzy na dalsze zakupy. Czy to właściwy moment, by zainteresować się bezpieczniejszymi lokatami inwestycyjnymi?

Niedawne wydarzenia w gospodarce światowej mogą nieszczególnie zachęcać do lokaty oszczędności w ryzykowne aktywa. Weźmy pod lupę chociażby rynek akcji. Ich notowania zależą przede wszystkim od trzech czynników. Pierwszy to perspektywy finansowe spółek giełdowych. Firmy nie są oczywiście zawieszone w próżni, a ich kondycja zależy od szerokiej gospodarki. A tu można mieć pewne obawy. Wskaźniki wyprzedzające wyraźnie wytracają ostatnio dynamikę. Co więcej, najświeższe dane makroekonomiczne też nie wykazują obiecujących tendencji. Analizując ostatnio odczyty chociażby produkcji przemysłowej, można odnieść wrażenie, że cykl koniunkturalny powoli zatacza koło. Spowolnienie wzrostu zapewne nie odbiłoby się najlepiej na notowaniach spółek giełdowych.

Stopy procentowe w górę

Drugi czynnik to stopy procentowe. Tu również trudno być optymistą. Na początku maja Rada Polityki Pieniężnej nieoczekiwanie podniosła koszt pieniądza do 4,25 proc. Wyższa rentowność to nie najlepsza informacja dla inwestorów na rynku akcji, bo oznacza, że istnieje coraz bardziej rentowna konkurencja, która na dodatek obarczona jest dużo mniejszym ryzykiem. Dodatkowo, najprawdopodobniej, nie była to ostatnia podwyżka stóp procentowych w tym roku. Koszt pieniądza rośnie na całym świecie – od Chin po Europę. Podobnie też w Polsce do końca roku zobaczymy jeszcze zapewne dwie lub trzy podwyżki stóp procentowych.

Trzeci czynnik to obawa inwestorów przed ryzykiem. Ta – pomimo ostatnich perturbacji na świecie – jest wciąż stosunkowo niska. Wskaźnik VIX – nazywany indeksem strachu - monitoruje oczekiwaną przez inwestorów zmienność amerykańskiego rynku akcji. Obecnie gracze giełdowi okazują się wyjątkowo spokojni, a notowania VIX są na bardzo niskich poziomach. Niewielki jest także poziom spreadów kredytowych oraz wskaźników płynności rynku międzybankowego. Wniosek? Inwestorzy nie obawiają się szczególnie o kondycję finansową przedsiębiorstw i banków. W kontekście osiągającego maksimum wzrostu gospodarczego i greckich problemów powinno to zapalać nam w głowie czerwoną lampkę.

Brak paliwa do wzrostów

Pewnym pocieszeniem może wydawać się niski poziom wycen giełdowych. Przykładowo – stosunek wartości notowań spółek do księgowej wartości ich aktywów sięga obecnie średnio 1,8, podczas gdy w szczycie ostatniej hossy było to ponad trzy. Jednak do samych wzrostów nie wystarczą niskie ceny – potrzeba jeszcze wolnej gotówki . A tej nie ma za dużo. Otwarte Fundusze Emerytalne posiadają obecnie portfele po brzegi wypchane akcjami i niespecjalnie jest w nich miejsce na dalsze zakupy. Stosunkowo mało gotówki i obligacji, które można by na gotówkę zamienić, znajduje się również w arsenałach TFI. Potencjał paliwa, które mogłoby potencjalnie trafić na rynek i podbić ceny akcji, jest więc ograniczony.

Jeżeli nie akcje, to co? Całkiem atrakcyjnie rysuje się obraz rynku obligacji. Przemawia za tym szereg kwestii. Obecne ceny rozsądnie dyskontują nadchodzące potencjalne podwyżki stóp procentowych, więc kolejne posunięcia Rady nie powinny być już zaskoczeniem. Nawiasem mówiąc, nawet podczas ostatniej podwyżki długoterminowe obligacje nie zareagowały szczególnie dramatycznie. Co więcej, wsparciem dla rynku powinny być też deklaracje Ministerstwa Finansów o wymianie części euro na rynku. W rezultacie, dobrze powinien radzić sobie segment funduszy obligacji. Atrakcyjny może się jednocześnie okazać sektor obligacji korporacyjnych, które przy wciąż nie najgorszej sytuacji gospodarczej mogą dostarczać ponadprzeciętne stopy zwrotu. Niewykluczone, że przed nami dobry czas na bezpieczne inwestycje.

Autor: Adam Zaremba